sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 25.

Poczułaś lekkie pulsowanie, ale nie miałaś pojęcia co robić dalej..
Wiedziałaś, że płacz nic tutaj nie pomoże, ale nie potrafiłaś przestać. Wzięłaś jeszcze raz telefon do ręki. Zadzwoniłaś do Harry’ego.
- Harry.. Niall.. ja nie wiem co się stało.. on leży .. nie wiem co robić. –mówiłaś niewyraźnie cały czas się jąkając.
- Gdzie jesteś ?
- U niego.. w domu.
- Zaraz tam będę. –odpowiedział i rozłączył się.
Co chwile sprawdzałaś czy Niall oddycha. Modliłaś się, żeby Harry już przyszedł. Mieszkał przecież niedaleko i powinien być szybko, ale czułaś jakby czas stanął w miejscu. Nie chciałaś być sama, bałaś się. Nie wiedziałaś do końca kiedy przyjedzie karetka i czy w ogóle przyjedzie.
Spojrzałaś na zegarek. Od czasu kiedy dzwoniłaś do Styles’a minęło 5 minut. Nagle usłyszałaś jak ktoś wbiega do mieszkania. Zerwałaś się i stanęłaś obok łóżka Niall’a.
- Co się stało ? –zapytał zdyszany Harry podchodząc do Niall’a.
- Nie wiem. Weszłam tu, drzwi były otwarte…a on już tu leżał. –wypowiedziałaś z trudem.
- Zadzwoniłaś po pogotowie ?                                     
- Tak, już z 15 minut temu. –oznajmiłaś. 
- Idź sprawdzić czy już przyjechali.
- Ale ..
- Idź ! –krzyknął Harry.
Zrobiłaś to co kazał. Opuściłaś mieszkanie i wyszłaś na zewnątrz. Przetarłaś swoje spłakane policzki ręką, rozmazując swój tusz po całej twarzy. Po chwili usłyszałaś sygnał karetki, a zaraz później sanitariusze byli na miejscu. Wskazałaś im mieszkanie i pobiegłaś na górę razem z nimi. Kazali opuścić wam pokój. Wyszliście posłusznie z pomieszczenia i stanęliście w salonie, który łączył się bezpośrednio z kuchnią. Oparłaś się o ścianę i zasłoniłaś swoje oczy ręką. Z pokoju blondyna dobiegały głośne rozmowy, ale nie dało się ich zrozumieć. Lekarze coś bełkotali i nawzajem na siebie krzyczeli. Po chwili wyszli z sypialni niosąc Niall’a na noszach.
- Gdzie go zabieracie ? –zapytał Harry.
- Na Westminster Bringe. –oznajmił jeden z lekarzy.
- Weź klucze i jedziemy. –zwrócił się do ciebie chłopak.
Wyszliście z mieszkania, po czym zbiegliście ze schodów i wsiedliście do range rover’a Styles’a. Jechaliście w milczeniu. Z resztą ty i tak nie byłaś w stanie nic powiedzieć, tylko co chwilę pochlipywałaś nosem.
Dotarliście na miejsce. W recepcji szpitala skierowali was na drugie piętro. Wyszliście schodami i udaliście się do pod wskazaną wcześniej salę. Na drzwiach prowadzących tam gdzie zabrali Niall’a pisało ICU (oddział intensywnej terapii). Usiadłaś na jednym z krzeseł, które stały na korytarzu i schowałaś swoją twarz w łokciach, które oparłaś na swoich udach. Nagle poczułaś, że ktoś siada obok ciebie, a po chwili, że cię obejmuje. Podniosłaś swoje zapłakane oczy i ujrzałaś Harry’ego.
- Będzie dobrze. –powiedział cicho i oparł swoją głowę o twoją.
Siedzieliście tak dopóki nie pojawił się lekarz. Styles kazał ci poczekać, po czym sam udał się z doktorem do jakiegoś gabinetu. Ty w tym czasie chodziłaś nerwowo po korytarzu. W jedną i w drugą stronę. Harry przyszedł dopiero po około 15 minutach.
- I co ? –zapytałaś podbiegając do niego.
- Wyjdzie z tego. –odpowiedział cały czas idąc.
- Ale co mu jest ? –zadałaś kolejne pytanie domagając się konkretnej odpowiedzi.
-  Co mu jest, Harry ?
- Przedawkował. –oznajmił krótko chłopak.
- Przedawkował, ale co ?
- Nie bądź niemądra. Przecież wiadomo co. –idąc cały czas za Harry’m nagle przystanęłaś i zamyśliłaś się.
- Przecież Niall nie bierze. –powiedziałaś, a Styles usiadł na krześle i wyciągnął z kieszeni telefon. Po chwili zajęłaś miejsce obok niego.
- No cóż .. po prostu ci nie powiedział, a ty przecież cenisz sobie szczerość w związku, prawda ? – zapytał złośliwie.
- Ja i Niall nie jesteśmy razem. –oznajmiłaś – jak na razie. –dodałaś po chwili, aby go trochę zezłościć. Spojrzałaś na niego kątem oka, ale kompletnie go to nie ruszyło.
Splotłaś swoje ręce na brzuchu i oparłaś się o na krześle odchylając głowę lekko do tyłu. Rozglądałaś się po suficie i po ścianach, a Harry cały czas pstrykał coś na swoim telefonie. Cholernie cię to wkurzało. Nic go nie obchodziło tylko ten jebany telefon. Ciekawe z kim tam pisał ? Pewnie z jakąś nowo poderwaną panienką, no chyba, że zdążył znaleźć sobie nową dziewczynę. I nie, nie byłaś ciekawa, tylko tak się zastanawiałaś.
Siedzieliście tak nic nie rozmawiając od dobrych 15 minut. Nagle ciszę przerwał dźwięk telefonu. Harry odebrał i szybko wstał z krzesła z głupawym uśmieszkiem oddalając się gdzieś, pewnie po to, abyś nie słyszałaś jego rozmowy. Schwytałaś tylko ‘Cześć. Fajnie, że dzwonisz.’, które chłopak wypowiedział do słuchawki. Byłaś już znudzona czekaniem, aż lekarz pozwoli wam wejść do Niall’a. Co chwilę spoglądałaś na drzwi znajdujące się naprzeciwko ciebie w nadziei, że zaraz zza nich wyłoni się lekarz.
W końcu doczekałaś się tego momentu. Mężczyzna w białym ubraniu oznajmił, że możecie odwiedzić już blondyna. Kiedy Harry zauważył, że rozmawiasz z doktorem skończył twoją rozmowę i dołączył do ciebie. Ty posłałaś mu tylko płytkie spojrzenie i pielęgniarka zaprowadziła was do pokoju, w którym leżał Niall. Kiedy go zobaczyłaś wbiegłaś do sali i wprost rzuciłaś się na chłopaka składając pocałunki na jego rumianym policzku.
- [T.I] czym sobie zasłużyłem ? –zapytał Horan
- No właśnie czym ? –usłyszałaś głos Harry’ego, który przepełniony był sarkazmem.
- Martwiłam się o ciebie głupku. –zwróciłaś się do Niall’a słodkim głosem ignorując komentarz Styles’a.
- Przepraszam cię, nie powinnaś była tego widzieć.
- Przestań. Ważne, że żyjesz. –oznajmiłaś i złapałaś chłopaka za rękę, na co Harry lekko zakaszlał. Szczerze, to prawdopodobnie, gdyby nie było z wami loczka wygarnęłabyś Niall’owi wszystko to co myślisz na ten temat. Może nie był to dobry czas ani miejsce, ale chciałaś zrobić Hazzie na złość. Chciałaś, żeby był o ciebie choć trochę zazdrosny. W sumie dla blondyna to nawet lepiej, bo nie musiał wysłuchiwać twoich wynurzeń.
- Może dałabyś mi choć na chwilę porozmawiać z Niall’em ? – zapytał Harry.
- Och, przepraszam. Myślałam, że masz teraz jakieś inne zajęcie, no nie wiem na przykład pisanie z kimś sms’ów. –powiedziałaś sztucznym głosem, po czym wstałaś z krzesła i oparłaś się o ścianę, a Styles zajął twoje miejsce.
- A właśnie. Niall skarbie trzeba ci coś kupić w sklepie ? – zapytałaś troskliwie.
- Wiesz, nie mam tu zbyt wiele, więc kup to co uważasz. –odpowiedział chłopak, a ty puściłaś mu oczko spoglądając kątem oka na wkurzonego Harry’ego, zanim opuściłaś salę kierując się do kiosku.
Szłaś przez korytarz z bananem na twarzy. Byłaś z siebie dumna, że udało ci się wykonać ‘misję’ i wzbudziłaś w Harry’m choć trochę zazdrości. Może to było trochę dziwne zachowanie, ale czułaś jakąś taką potrzebą zrobienia Styles’owi na złość.
Nie wiedziałaś do końca jak długo Horan zostanie w szpitalu, ale mimo to kupiłaś mu parę rzeczy. Wzięłaś jakąś wodę, owoce i zapakowałaś wszystko do swojej torebki, a następnie wróciłaś na pierwsze piętro kierując się korytarzem do pokoju chłopaka. Nagle poczułaś mocne pociągnięcie za nadgarstek i zobaczyłaś Harry’ego.
- O co ci chodzi? –zapytał.
- Nie rozumiem.
- W co ty grasz?
- Harry ja w nic nie gram. O co tobie chodzi? –powiedziałaś i wyrwałaś swoją rękę z jego ucisku. 
- To nie miejsce na takie zagrania. Powinnaś się zająć teraz Niall’em, skoro masz jakieś plany co do niego, zwłaszcza teraz, kiedy stało się to, co się stało. –oznajmił sucho.
Że co? Z jakiej racji udziela ci jakiś rad?
- Plany?
- No tak, przecież sama tak powiedziałaś.
- To co łączy mnie i Niall’a i co będzie łączyło to tylko przyjaźń.
- To dlaczego to robisz? –zapytał marszcząc brwi.
Nic nie odpowiedziałaś.
- Wydaje mi się, że to nie fair z twojej strony w stosunku do Niall’a, skoro jest i ma być tylko twoim przyjacielem. –oznajmił i puścił ci chłodne spojrzenie, zanim wrócił z powrotem do pokoju.

Oparłaś się o ścianę. Co to miało znaczyć? Czy on nie zna się na żartach? Jezu, zrobił się jakiś taki sztywny i oschły. A może tylko dla ciebie taki jest. Nie rozumiałaś jego zachowania. Myślałaś, że on też robił to wszystko specjalnie. Ugh, to chyba źle myślałaś i jak zwykle wszystko zepsułaś. Wyszłaś na totalną idiotkę. Kompromitacja po całej linii. Wzięłaś głęboki oddech i weszłaś do pokoju, gdzie siedzieli chłopcy.
___________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale mam nadzieję, że rozdział się spodoba i wybaczycie mi tą długą nieobecność :)
kolejny po 23.

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 24

Pobudka przed 6 rano nie jest dla ciebie czymś przyjemnym, ale skoro trzeba to trzeba. W końcu mają płacić ci za to wczesne przychodzenie do pracy. Pierwszy dzień i to jeszcze w swojej pierwszej pracy jest podobno najgorszy. Denerwowałaś się. Nawet bardzo. Jeśli pójdzie coś źle, nie sprawdzisz się, zawalisz coś, to mogą cię przecież wyrzucić. Zależało ci na tym, aby wszystko poszło po twojej myśli, no, ale przecież zawsze może wyjść coś nie tak.
Musiałaś już zacząć się przygotowywać. Byłaś strasznie zaspana. Dawno nie wstawałaś tak wcześnie. Oczy same ci się zamykały. Poszłaś do łazienki, puściłaś zimną wodę w umywalce i ochlapałaś swoją twarz, myśląc, że może to jakoś cię pobudzi. Pewnie większość ludzi wypija rano kawę, aby postawić się na nogi, ale ty nie byłaś jej zwolenniczką, więc stosowałaś takie metody. Nie musiałaś szukać sobie czegoś odpowiedniego do ubrania, gdyż strój czekał na ciebie w pracy, dlatego założyłaś obcisłe, długie jeansy i białą, luźną koszulkę. Zrobiłaś makijaż, spięłaś włosy i byłaś gotowa. Oszczędziłaś sobie czasu na poranne jedzenie. Wybiegłaś z domu i skierowałaś się na przystanek autobusowy. Dotarłaś na miejsce jeszcze przed czasem. Czekając na pojazd, który miał cię zawieść pod samą pracę, usłyszałaś dźwięk sms’a. Wyciągnęłaś telefon z torebki i odczytałaś wiadomość : ‘Powodzenia. Niall xx’. Uśmiechnęłaś się do niewielkiego wyświetlacza i z powrotem wrzuciłaś komórkę w głąb swojej dużej torby. Wyjęłaś z niej jeszcze portfel, aby
wyszukać drobniaków na opłacenie biletu. Otworzyłaś go niedbale i zaczęłaś szperać za monetami. Nagle coś wypadło z twojej portmonetki i wylądowało obok twoich stóp na chodniku. Schyliłaś się, aby podnieść ten ‘mały prostokącik’, wzięłaś go do ręki i odwróciłaś. To było zdjęcie. Harry’ego. Całkiem zapomniałaś o tym, że nadal je tam trzymasz. Przyglądnęłaś się dokładnie niewielkiej fotografii i przejechałaś po niej palcem, ściągając z niej kurz, który osadził się w skutek wylądowania na bruku. Wpatrywałaś się w twarz Harry’ego, która widniała na zdjęciu. Była blada. Z resztą jak zwykle, a jego loki opadały w nieładzie na czoło. Uśmiechał się, przez co na jego policzkach widniały niesforne dołeczki. Podniosłaś lekko kąciki swoich ust i usłyszałaś dźwięk podjeżdżającego autobusu. W pośpiechu schowałaś fotografię i podeszłaś do budki, aby zakupić jeszcze bilet. Kiedy to zrobiłaś szybko wskoczyłaś do pojazdu i zajęłaś miejsce. Zapomniałaś o tym, o czym przed chwilą myślałaś i do twojej głowy znów wkradł się stres. Siedząc w autobusie nerwowo bawiłaś się uchwytami od swojej torby. W końcu dotarłaś na miejsce. Stanęłaś przed schodami, które prowadziły do lokalu i westchnęłaś, po czym skierowałaś się do wejścia. W środku nie było nikogo, gdyż kafejka nie była jeszcze otwarta. Podeszłaś niepewnie do pustego baru i zaczęłaś się rozglądać. Nagle usłyszałaś czyjś głos i gwałtownie się odwróciłaś.
- Cześć. –powiedziała blondynka, którą spotkałaś dzień wcześniej. –Przepraszam, że wczoraj się nie przedstawiłam. Jestem Maddie.
- [T.I] –powiedziałaś uściskają delikatnie jej dłoń.
- To może pokarzę ci co i jak, zanim zrobi się tu tłoczno. –oznajmiła.
Maddie od razu ci się spodobała. Widać, że była na pewno młodsza od ciebie ze 2 lata. Pewnie dorabiała sobie, aby mieć z czego w przyszłości opłacić studia. Okazała się bardzo miła i wszystko dokładnie ci wytłumaczyła. Dzięki niej trochę się wyluzowałaś i przestałaś aż tak bardzo przejmować się pierwszym dniem w pracy. Założyłaś strój, który składał się z białej bluzki, czarnych długich spodni i fartuszka. Zostawiłaś swoje rzeczy na zapleczu i stanęłaś za barem. Chodź było jeszcze wcześnie, w lokalu siedziało już parę ludzi. Podobno najwięcej jest w porze lunchu. Szło ci całkiem nieźle. Obsługiwałaś klientów jeden po drugim. Dochodziła ‘godzina szczytu’. Wróciłaś za bar, aby zawołać Maddie, która nagle gdzieś zniknęła. Odłożyłaś swój notesik i skierowałaś się na zaplecze, aby sprawdzić czy jej tam nie ma. Otworzyłaś gwałtownie drzwi i ujrzałaś coś czego nigdy byś się nie spodziewała. Zobaczyłaś blondynkę, która siedziała półnaga na kolanach twojego szefa. Zmieszałaś się i szybko opuściłaś pomieszczenie wypowiadając krótkie ‘przepraszam’. Wróciłaś szybko na teren lokalu i zaczęłaś obsługiwać klientów, których przybywało coraz więcej.
Co to miało być ? Kiedy ty odpierdalasz za nią całą robotę ona zabawia się z szefem na zapleczu ? Świetnie. To jest restauracja czy jakiś za przeproszeniem burdel ? Byłaś wkurzona, ale nadal obsługiwałaś klientów z szerokim uśmiechem na twarzy. Po jakimś czasie zauważyłaś, że Maddie wróciła za bar. Starałaś się zachowywać jakby nigdy nic, bo nie miałaś ochoty na jakiekolwiek sprzeczki. Kiedy skończyłaś zbierać zamówienia oddałaś karteczkę do kuchni i stanęłaś za dużym blatem, obok blondynki. Wzięłaś do ręki ścierkę i zaczęłaś przecierać kieliszki. Dziewczyna nic się nie odzywała tylko stała i przyglądała się temu co robisz. Podniosłaś głowę i spojrzałaś na nią.
- Wszystko okej ? –zapytałaś zamyśloną Maddie.
- Tak, tak. –odpowiedziała szybko.
Do końca dnia w pracy już nie rozmawiałyście. Po prostu jakoś tak wyszło. Poczułaś, że blondynka cię unikała. Kiedy ty szłaś po zamówienia, ona stała za barem, a kiedy wracałaś wychodziła robić to co ty wcześniej.
W końcu dobiegł koniec twojej zmiany. Przebrałaś się i opuściłaś lokal. Nie ukrywając byłaś zmęczona. Pracowałaś bez chwili wytchnienia. Tak jakby trochę odwaliłaś prawie całą robotę za swoją współpracowniczkę.
Kiedy wyszłaś z restauracji usiadłaś na ławce, która stała kawałek dalej. Wyciągnęłaś telefon i wykręciłaś
numer do Niall’a. Chciałaś się z nim spotkać i opowiedzieć mu o dzisiejszym dniu. Niestety chłopak nie odbierał. Byłaś pewna, że o tej porze powinien być już w domu. Pomyślałaś, że może ma wyciszony telefon i nie słyszy, dlatego pojedziesz do niego i zrobisz mu małą niespodziankę. Złapałaś taksówkę i pojechałaś pod jego mieszkanie. Nie bywałaś u Niall’a zbyt często. Najczęściej spotykaliście się u ciebie. Z resztą tobie było to na rękę, bo nie musiałaś tłoczyć się w komunikacji miejskiej, aby do niego dojechać. Otworzyłaś drzwi do wysokiego budynku i wszyłaś po schodach na drugie piętro. Nacisnęłaś palem na dzwonek i chwilę go przytrzymałaś. Nikt nie otwierał. Zrobiłaś jeszcze raz to samo. Nadal nic. Zdziwiłaś się trochę. Głupio byłoby ci wracać teraz do domu skoro przedarłaś się taksówką na drugi koniec miasta. Wyciągnęłaś znów z torebki telefon i ponownie wybrałaś numer chłopaka. Przyłożyłaś telefon do ucha i usłyszałaś sygnał, a po chwili jakąś muzykę. Ta piosenka była ci znajoma. Odsunęłaś od siebie komórkę i wsłuchałaś się w wydobywając się skądś dźwięk. Przecież to dzwonek Niall’a. Przyłożyłaś ucho do drzwi i jeszcze głośniej usłyszałaś grającą z wnętrza mieszkania muzykę. Co jest do cholery ? Przecież Horan nie rusza się nigdzie z domu bez telefonu. Zawsze ma go przy sobie. Zaczęłaś się trochę denerwować. Kliknęłaś jeszcze parę razy w dzwonek, ale nadal bez skutku.
- Niall ? Jesteś tam ?- mówiłaś pukając w jego drzwi.
- Niall do cholery ! Otwieraj te drzwi ! Martwię się.
Może jednak go nie ma ? Może po raz pierwszy w życiu zapomniał zabrać ze sobą telefonu ? W sumie to mogłoby mu się to przydarzyć. Jest zabiegany, więc pewnie nawet nie zauważył tego, że go ze sobą nie zabrał . Tylko gdzie poszedł o tej porze ? –zastanawiałaś się. Trudno. Przyjechałaś tu na marne skoro go nie ma. Oparłaś się o drzwi do jego mieszkania, aby włożyć z powrotem telefon do swojej torebki. Twój łokieć oparł się o klamkę i prawie upadłaś. Drzwi nagle się otworzyły.
- Niall idioto czemu nie otwierałeś ? Denerwowałam się. –powiedziałaś i gwałtownie się odwróciłaś.
Jednak Horana wcale nie było. Rozglądnęłaś się dookoła. Było pusto. Przestraszyłaś się trochę. Wyszedłby z domu zostawiając otwarte drzwi ? Aż tak nie jest chyba zabiegany. Boże może ktoś się włamał ? Nie wiedziałaś co robić. Bałaś się, ale mimo wszystko postanowiłaś wejść do środka. Szłaś bardzo powoli. Zostawiłaś za sobą otwarte drzwi. Niall’a nigdzie nie było, a śladów po włamaniu, ani tyle. Wszystko wyglądało normalnie. Rzeczywiście zapomniał zamknąć mieszkania, bo jego klucze leżały na szafce przy wejściu. Musiał naprawdę gdzieś się spieszyć. Obeszłaś cały dom. Było pusto. Na koniec poszłaś sprawdzić jeszcze sypialnię. Otworzyłaś białe drzwi i weszłaś do środka. Rozglądnęłaś, a po chwili stanęłaś jak wryta. Przełknęłaś głośno ślinę i podbiegłaś do dużego łóżka, które stało na środku pokoju. Na nim leżał Niall. Zaczęłaś krzyczeć. Byłaś przerażona. Zaczęłaś nim potrząsać, ale chłopak się nie ruszał.
- Niall ! –krzyczałaś na całe gardło, a z twoich oczy spływały łzy.
Nie wiedziałaś co się stało. Serce waliło ci jak szalone. Cała się trzęsłaś. Co robić ? Zaczęłaś szukać telefonu w swojej torebce głośną płacząc, ale nie mogłaś go znaleźć. Odwróciłaś torbę do góry ‘nogami’ i wysypałaś jej zawartość na podłogę. Wzięłaś swój biały telefon i wykręciłaś numer na pogotowie. Starałaś się wytłumaczyć co się stało, ale kobieta, która odebrała nie mogła cię zrozumieć. Jąkałaś się i głośno płakałaś. W końcu jakoś się porozumiałaś.
- Nie wiem jak szybko przyjedzie karetka. Może utknąć w mieście. Są okropne korki. –oznajmiła spokojnie sanitariuszka.
- Ja nawet nie wiem czy on żyje ! –krzyknęłaś do telefonu.

- Zrobimy wszystko, aby dotarła jak najszybciej. –rozłączyłaś się i znów zaczęłaś okropnie płakać. Nachyliłaś się nad łóżkiem, na którym leżał blondyn i przyłożyłaś swoje drżące palce do jego szyi, aby sprawdzić czy żyje…
______________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Mam nadzieję, że się podoba :) Liczę na komentarze, które na prawdę dają mi kopa do piania :) + nie zabijcie mnie za zakończenie w takim momencie :D
kolejny po 23.